Wideo
Aktualnie czytasz:
4 największe mity na temat kolarstwa szosowego. O pampersach, dopingu i zdrowiu zawodników #4 Social
0

Kolarstwo szosowe to jedna z najcięższych dyscyplin sportu. Też najbardziej kontrowersyjna. Głównie przez doping (w tym ten mechaniczny), zdrowie wycieńczonych zawodników oraz liczne afery. Tak się rodzą mity, szerzone zwłaszcza przez tych, którzy tego sportu nie rozumieją.

  1. Doping. Wszyscy go stosują
    Wiele osób uważa, że to nie jest sport a pojedynek lekarzy przetaczających krew oraz z walizkami pełnymi EPO, efedryny czy GW1516. Nie ma się czemu dziwić – kolarstwo jest dyscypliną o największej liczbie skandali, które zniechęcają zarówno kibiców, jak i również sponsorów. Kiedyś stosowano alkohol i amfetaminę, później zaczęto używać bardziej wyrafinowanych metod mających na celu podnoszenie wydolności na przykład poprzez przyjmowanie leków mających za zadanie zwiększenie ilości czerwonych krwinek. Między innymi do stosowania przez lata EPO przyznał się sam Lance Armstrong.
    Za sprawą tak wielu skandali sama Międzynarodowa Unia Kolarska bije się w pierś i aktualnie przeprowadza ponad 22 000 kontroli rocznie. Wciąż oczywiście zdarzają się głośne wpadki, jednak jest ich zdecydowanie mniej, niż choćby 10 lat temu. Oczywiście trudno mówić, że kolarstwo jest dziś zupełnie czyste, z drugiej strony oskarżanie dzisiejszej czołówki o branie dopingu uważam za niesprawiedliwe. To jakby powiedzieć, że wszyscy kierowcy na polskich drogach jeżdżą pijani. Wariaci się zdarzają, ale nie generalizujmy.
  2. Doping mechaniczny i silniki w rowerach w całym peletonie.
    Niewtajemniczeni mówią, że niemożliwe jest jechać na rowerze przez cały wyścig z prędkością 40 czy 60 km/h. „Kolarze rozwijają takie prędkości tylko dzięki silnikom”. Doping mechaniczny wcześniej był uważany wyłącznie za teorię spiskową, jednak dziś są dowody na jego stosowanie. Pamiętacie słynną wpadkę Femke Van den Driessche, która broniła się tym, że ktoś jej podmienił rower? (swoją drogą nie słyszałem głupszego wytłumaczenia). Okazało się, że miała ukryty w rurze podsiodłowej silnik elektryczny. UCI przez wiele lat była krytykowana za to, że nie podchodziła do dopingu mechanicznego zbyt poważnie. Dziś podczas wyścigów wśród kolarzy porusza się specjalny motocykl z kamerą termowizyjną i wykrywa podejrzane źródła ciepła. Losowo sprawdza się też rowery ultradźwiękami czy prześwietla rentgenem. Jednak czy te metody są w pełni skuteczne? Wiele osób zaczyna powątpiewać widząc na przykład jak Fabian Cancellara nawet nie wstając z roweru masakruje na trudnym podjeździe idących w trupa współzawodników. Dyskutuje się także o dziwnie szybko kręcących się kołach po upadkach kolarzy. Wiele oskarżeń o doping mechaniczny jest także niesłusznych, zwłaszcza w sytuacji kiedy nie wszyscy rozumieją prawa fizyki i siłę bezwładności. Nie mniej – doping mechaniczny istnieje, zwłaszcza w niższych ligach i są na to dowody. Jednak oskarżanie wszystkich sportowców o jego stosowanie jest niesprawiedliwe i bolesne. Tak, da się jechać w peletonie 60 km/h przez 3 godziny bez silnika.
  3. Kolarstwo szosowe jest niezdrowe.
    Jest od tego mitu jeden wyjątek – leki. Jeśli uprawiając tę dyscyplinę będziesz przyjmować koks to faktycznie nie będziesz mógł powiedzieć, ze sport to zdrowie. Takie poglądy zyskują na rozgłosie na przykład po opublikowaniu zdjęcia nóg Pawła Poljańskiego po 16 etapie wielkiej pętli. Wbrew pozorom to normalny widok po tak dużym wysiłku w połączeniu ze śladową ilością tkanki tłuszczowej. Nasz organizm jest w stanie przystosować się do nawet największego wysiłku, ale pod warunkiem, że nie posiadasz żadnych medycznych przeciwskazań, stosujesz zrównoważoną dietę, pamiętasz o regeneracji i masz na głowie kask. Na pewno ostry trening kolarski jest dużo zdrowszy niż zalegiwanie na kanapie z browarem u boku.
  4.  Kolarze nie musza się zatrzymywać za potrzebą, bo mają na sobie pampersy.
    To nieprawda, że zawodowcy podczas wyścigu robią pod siebie. Być może część kolarzy faktycznie przekształca spodenki w toaletę, ale nikt o tym głośno nie mówi. Nieoficjalna przerwa na siku ma miejsce poza okiem kamer. No chyba, że ktoś w trakcie ma nadprogramowe potrzeby, a realizator będzie miał słaby refleks, wówczas uda się podejrzeć, że niektórzy robią to także podczas jazdy. W każdym razie, nawet pros jest człowiekiem i kiedyś sikać musi. Nawet pośpieszna dwójka czasem wchodzi w grę.
    W każdym razie – wkładki w spodniach kolarzy nie są pieluchą, choć mówi się na nie per Pampers. To specjalna wkładka, która ma na celu ograniczyć ucisk siodełka i zmniejszyć ryzyko obtarcia tyłka.

 A jakie Ty znasz mity? Daj znać w komentarzu poniżej.

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
0%
Interesujące
86%
heh...
0%
Że co?
14%
Grrrr!
0%
Smutne
0%

Podziel się opinią