Wideo
Aktualnie czytasz:
Czasówka 50 km na szosie po ciężkim dniu… 3 minuty straty do samego siebie
1

Dziś trening na wykończenie. Przez najbliższe 3 dni nie będę mógł jeździć na rowerze. Dlatego wykorzystam ten czas na regenerację. Wcześniej wsiądę na szosę i postaram się poprawić czas na dystansie 50 kilometrów.

Najgorsze jest to, że wieczorne treningi często mają miejsce po całym dniu pracy. Prawdę mówiąc od razu poczułem, że moje nogi nie są zbyt spontanicznie nastawione na ten pomysł.

Już pierwsze 10 kilometrów nie napawały optymizmem. Zauważyłem zmniejszoną kadencję i oczywiście prędkość. Jednak nigdy nie można się tym zrażać. Dlaczego? Bo bardzo często po rozgrzaniu mięśni zauważałem znaczącą poprawę siły mięśni oraz wzrost wydolności. Jednak nie dziś.

Przez cały czas zauważałem, że mój wirtualny partner czasówki stale się oddala. Tak naprawdę tego dnia ścigałem się z samym sobą i aby poprawić ostatni wynik musiałbym przez cały czas trzymać średnią na poziomie 35 km/h. Niestety każdy kolejny podjazd udowadniał mi, że dzisiejsze ambicje są odrealnione. Organizm zdecydowanie protestował, domagając się odpoczynku.

To też kolejny dowód na to, że regeneracja jest niezbędnym elementem każdego planu treningowego. Po kilku dniach ostrzejszej jazdy możemy dostrzec skutek odwrotny od zamierzonego, czyli spadek formy. 2 dni odpoczynku powinny zdecydowanie wpłynąc na poprawę wyników.

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
50%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
50%
Smutne
0%
1 Komentarze

Podziel się opinią