Aktualnie czytasz:
Jak zostać kolarzem szosowym? Czy warto kupić „kolarkę?”
0

Przed dwoma tygodniami zdecydowałem się na zakup swojego pierwszego roweru szosowego („kolarzówki”). Sam do końca nie wiem dlaczego tak nagle wzięło mnie na rower.

Domyślam się, że codzienne treningi pływackie (po dwa kilometry dziennie) po prostu mnie znudziły. Z drugiej strony też szkoda pięknej pogody i lata na taplanie się w krytym basenie. Pewnego dnia po prostu zdecydowałem się na wyciągnięcie z garażu zapomnianego nieco przeze mnie roweru Limber VX7 Pro. To skrajny przykład jednośladu typu MTB, który kompletnie nie nadaje się do jazdy po szosie i robienia dużych przebiegów. Z tego względu też zmieniłem mu koła na nieco bardziej „asfaltowe”, niż terenowe. To w celu zmniejszenia oporów toczenia, które w przypadku tak szerokich kapci są ogromne.

I tak codziennie zacząłem robić po 20 kilometrów na siodle MTB. Jednakże apetyt rośnie w miarę jedzenia. Prędkości nie były zadowalające (maksymalna prędkość z rozsądną kadencją to 27 km/h). Wolne tempo i ogólny opór konstrukcji na asfalcie popchnął mnie do pójścia w styl szosowy i zakupu takiego roweru o jakim zawsze myślałem, ale brakowało tego impulsu. Dziś się on zrodził i dzięki niemu odkrywam jazdę na rowerze na nowo. Do moich drzwi zajechał Kross Vento 4.0. O nim wkrótce więcej opinii i faktów.

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
0%
Interesujące
100%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%

Podziel się opinią