Wideo
Aktualnie czytasz:
Janusze kolarstwa szosowego i MTB… I hate you!
0

Od jakiegoś czasu niezwykle drażnią mnie ludzie, którzy nie rozumieją faktu, że niektórzy ludzie potrafią sporo inwestować we własny rower i akcesoria. Niestety spora część rodaków lubi decydować za innych na co powinni wydawać swoje pieniądze.

Czasem zauważam to na naszym forum rowerowym. Użytkownik X pyta czy kupić koła Y za 6000 zł, na co niektórzy reagują agresją – „po co ci takie koła, ja mam za 500 zł i jeżdżą… debilu! Wydałbyś to na biedne dzieci!”. To samo tyczy się karbonu czy zakupu droższego kasku, albo ciuchów. Ja tego typu protesty określam „januszowaniem”. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak może kogoś bulwersować fakt, że ktoś chce wydawać duże pieniądze w swoje hobby. Ma do tego pełne prawo. Czy tego typu inwestycje są uzasadnione? No nie zawsze. Jednak nie można obrażać nikogo za chęć tuningowania swojego sprzętu i sprawianie sobie przyjemności. A to, że akurat ktoś wydaje kasę na takie, nie inne hobby to tylko i wyłącznie jego sprawa. Jedni kupują wędki, piwo i wódkę. Inni pulsometr.

Trzeba mieć też świadomość, że taki przysłowiowy „Janusz” nie do końca rozumie czym jest wyczynowa jazda na szosie czy MTB. Człowiek, który jeździ tygodniowo 20 kilometrów na grzyby nie zrozumie kogoś, kto śmiga 320. Robiąc długie dystanse, intensywnie trenując często nawet najmniejszy detal ma znaczenie. Stąd na przykład wzrost popularności bike fittingu, droższych grup osprzętu czy wreszcie tego „przeklętego” karbonu.

Najważniejszy jest szacunek względem drugiego człowieka i empatia. Każda ze stron konfliktu musi chcieć zrozumieć swoje argumenty. Wszystko można racjonalnie wytłumaczyć bez wylewania hejtu, w myśl zasady – Januszu, obyś do końca życia miał tylko takie problemy, jak fakt, że sąsiad kupił rower za 20 000 zł!

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
100%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%

Podziel się opinią