Wideo
Aktualnie czytasz:
Nie dałem rady… O treningu do granic możliwości na trenażerze i przy pomocy aplikacji ZWIFT
0

Wychodzę z prostego założenia – jeśli chcę poprawić swoją rowerową kondycję, to muszę się przygotować na ból. Najlepszym sposobem na „pójście w trupa” jest trzymanie się mocniejszych ode mnie. Dlatego wyruszyłem na wspólny, wirtualny trening (Zwift Event) w ramach grupy ZwiftPL Twomarksport.

Jazda grupowa w Zwift ma tę zaletę, że bardziej motywuje do przekraczania granic komfortu. Tym bardziej, że ten wirtualny peleton rządzi się dokładnie tymi samymi prawami to co w prawdziwym życiu. Peleton to siła, peleton to prędkość, peleton to skuteczna ochrona przed oporem aerodynamicznym. „Odpadnięcie” z grupy może sporo kosztować. Czasem nadrobienie 5 sekund stanowi ogromny wysiłek, dlatego warto być skoncentrowanym i trzymać się bliżej, niż dalej czoła załogi.

Jednak nawet w grupie nie jest lekko. Liderem ustawki jest Janek z Twomarksport, który dał się poznać jako wymagający animator zespołu. Na delikatność instrukcji można liczyć jedynie podczas rozgrzewki, gdzie górnym limitem jest wartość generowanej mocy na poziomie 2W/kg masy ciała zawodnika. W moim przypadku oznacza to kręcenie z mocą 160 W. Wówczas moje tętno rośnie do 120 BPM i optymalnie się rozgrzewam.

Kolejnymi krokami podczas 90 minut treningu jest stopniowe zwiększanie mocy do 2.5 oraz 3 W/kg. Stanowi to jednocześnie pierwszy mocniejszy interwał, który pomaga rozkręcić serce do około 140 uderzeń. Po kilku minutach przychodzi czas na powrót do tempa tlenowego i 2W.

Warto korzystać z odpoczynku i nie wyrywać się zbytnio do przodu. Istotne jest balansowanie siłami w taki sposób, aby dotrwać do końca. Ja znów popełniam te sam błąd i początkowo jadę zbyt mocno – wbrew zaleceniom Lidera. To się jeszcze zemści…

Kolejne „schodki” budujemy poprzez progresję mocy. 4 minuty trzymam 3W, następnie dobijam do 3.5 oraz 4 W utrzymywanych przez zadany czas. Uwierzcie mi, że po kilku minutach jazdy w tych strefach człowiekowi tętno zaczyna szybować w kierunku kosmosu. Na szczęście znów przychodzi kilka minut odpoczynku i łapania tlenu z myślą o kolejnym, identycznym interwale.

Po 4 takich cyklach człowiek zaczyna odczuwać zmęczenie. W międzyczasie wciągam koktajl bananowy, który stale popijam wodą z elektrolitami. Ilości potu, które wydalam są przerażające. Przez 90 minut można stracić i 2 litry wody.

Ostatni interwał został przeskalowany do formy 3 – 3.5 – 4 i finalnie 4.5 W/kg. Muszę przez minutę utrzymać ponad 360 W. Po grubo ponad godzinie jazdy nie daję rady ustabilizować takiej mocy i tracę koło peletonu. Do końca interwału różnica jaka mnie dzieliła od lidera wynosiła ponad 20 sekund. To bardzo ciężkie do odrobienia, zwłaszcza, że przed chwilą utrzymywałem 150% FTP. Pogoń za resztą oznacza przebicie tętna 170, przeklinanie całego świata i silne pieczenie nóg. To jest skraj moich możliwości. Tak ciężko nie pracuję nawet podczas testu FTP. Jest to niesamowity impuls treningowy i przebijanie kolejnych granic. Tylko w taki sposób można osiągąć sukces – wychodząc poza strefę komfortu fizycznego i psychicznego. Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy jest silna motywacja do pracy. Tę może stanowić sam fakt tego, że jesteście ostatni, a reszta czeka. Ja nie znam silniejszego bodźca!

Finalnie udaje mi się wrócić do grupy, jednak cena jaką zapłaciłem za gonienie reszty była ogromna. Rzadko mam okazję doświadczać tak ogromnego wycieńczenia. To jest pustka, w nogach nie ma już kompletnie nic. Podobnie jak w głowie – przy takim poziomie aktywności człowiek nie myśli o niczym – czuję się jak podczas medytacji. Mój mózg zamyka się na wszystko poza jazdą.

Jednak to nie ostatnie zadanie na dziś podczas tego treningu. Tradycją grupy jest końcowy finisz – dwie minuty sprintu. Mogę zapomnieć – moje tętno pomimo kilku minut odpoczynku w strefie 2W/kg przestało spadać poniżej 160 BPM. To oznacza „zagotowanie” organizmu. Nie mniej skończyłem 90 minutowe wyzwanie i znalazłem się w grupie 43 osób, które dotrwały do końca (startowało prawie 100).

Ktoś zapyta czy nie przesadzam. Przesadzam. Czy to zdrowe tak się katować? Może nie do końca. Jednak w planie treningowym muszą być i takie momenty, kiedy dajecie z siebie absolutnie wszystko. Tylko tak można doświadczyć progresu i wzrostu formy. Organizm w ten sposób ma pretekst do rozpoczęcia procesu adaptacji wysiłkowej (pod warunkiem należytej regeneracji). Na przyszłość zaprocentuje to lepszą formą i mniejszym wysiłkiem koniecznym do utrzymania takiego poziomu treningu. W przyszłości jazda z polską grupą będzie mniej bolesna i drastyczna.

Zobacz cały zapis 90 minut treningu:

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
75%
Interesujące
25%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%

Podziel się opinią