Wideo
Aktualnie czytasz:
Podjazd pod Bukowinę i Murzasichle +16% sprawił, że otarłem się o kolarską śmierć
1

Sytuacja wygląda następująco. Jestem w delegacji, w Bukowinie Tatrzańskiej. W sumie grzechem byłoby nie zabrać ze sobą roweru, prawda? To nic, że jest 8 stopni, a ja mam na sobie 3 warstwy ciuchów. To nic, że wieje wiatr. Pokusa walki z lokalnymi segmentami jest o wiele większa od rozsądku.

Uwierzcie mi, że wstęp był najłatwiejszy. Mam tu na myśli zjad z Bukowiny Tatrzańskiej w kierunku Murzasichla. Pomiję już nawet te 500 metrów rozkopanej drogi, którą drogowcy naprawili dokładnie w dniu mojego wyjazdu. Powiem Wam, że tutaj można docenić nowe koła. 10 atmosfer w szytkach, a mimo to da się jechać.

Po chwili znów mogę lecieć bez problemu 60 km/h przy nachyleniu 10 stopni. Mimo wszechobecnych ocieplaczy uwierzcie mi, że jest przeraźliwie zimno. Jednak po chwili na chłód zdecydowanie przestanę już narzekać. No chyba, że zamarznie mi za ten czas woda w bidonach.

Lecę na Zakopane przez urokliwe Murzasichle, które zapamiętam na długo. Nie tylko za sprawą często spędzanych tu wakacji, ale przede wszystkim przez to w jaki sposób ta miejscowość jest ukształtowana. Powiem tak – nic tylko płakać.

Przelotowa nagle wynosi całe 18 km/h, a nachylenie waha się od 6 do 16%. W mej trzepackiej karierze nigdy tak nie klnąłem jak tutaj. Prawie wyprzedzały mnie baby z mlekiem. Najgorsze jest to, że ta wspinaczka ma dokładnie 5 kilometrów. Tyle, że już w połowie drogi jestem cały przemoczony, a tętno skacze do 170 uderzeń na minutę. To już ponad mój próg mleczanowy. Na szczęście udaje mi się panować nad kadencją i trzymać się 90 obrotów. Co mi w ogóle przyszło do głowy, żeby brać tutaj rower? Nie było innej trasy? Po co dałem się namówić na śniadanie? Po co mi ocieplacze? Czemu nie ważę 65 kilo. Pytań nie było końca.

Chciałem się zatrzymać przy rogatkach z przekreśloną nazwą Murzasichle i dziękować Bogu, że to już koniec tego trzepaczego gotowania się. Nie sądziłem jednak, że tak szybko zmienię zdanie na temat tego czy wolę jechać pod górę czy z górki. Uwierzcie mi, że fantastycznym doświadczeniem jest jazda z pięcioma dyszkami przy 8 stopniach będąc totalnie przemoczonym.

Jaki to człowiek jest zmienny. Zaczynam modlić się o koniec zjazdu do Zakopca. Nogi zaczynają mi przymarzać do pedałów i odruchowo patrzę czy w bidonach nie zaczyna się ścinać woda. Co najgorsze – temperatura zaczęła nagle spadać miejscami do 6 kresek. To nie skończy się dobrze.

Plusem tej zabawy jest możliwość szkolenia techniki jazdy na patelniach przy dużych prędkościach. Mam też okazję przetestować szytki nabite niemal pod korek. Moim zdaniem nowe koła FFWD z ogumieniem Continental Sprinter robi robotę. Wydaje mi się, że maszyneria jest bardziej sztywna i lepiej zachowuje się na ciasnych winklach.

W Zakopcu robię nawrotkę i mam nadzieję na szybkie ogrzanie się na pojeździe pod Chłabówkę. Tutaj jest przeciętnie 5-6% nachylenia, więc nie muszę walczyć o życie i nie ma razyka, że zabraknie przełożenia. Z perspektywy rowerzysty zawsze śmieszą mnie w takich miejscach te ograniczenia prędkości. Bosszsz, ale bym dał, aby dostać tutaj mandat.

Co dodatkowo mi popsuło humor to dziwne dźwięki dobiegające z korby, co finalnie kilka dni potem skłoniło mnie do totalnej robiórki całego napędu. Na szczęście okazało się, że to nierównomiernie dokręcone śruby kominkowe trzymające blaty. Co oczywiście nie zmienia faktu, że chyba jestem przewrażliwiony na punkcie niepokojących trzasków, które zawsze najlepiej słychać właśnie w takich momentach.

I już ponownie, tym razem radośnie wita mnie Murzasichle, które tym razem przedstawia się od nieco lepszej strony. Dosłownie. Dla nadmiaru szczęścia mam też na horyzoncie PKS. Świetnie, 14% spadku a  ja mam draftować. Przecież to żelastwo mnie hamuje niepotrzebnie! Ktoś, kto postawił tutaj te progi zwalniające powinien na wieki płonąć w piekle.

Wiecie kiedy może przydać mi się ten autobus? Teraz! Jednak kierowca nie był uprzejmy na mnie poczekać. Może to i dobrze, bo mam jeszcze do odwiedzenia znany już nam fragment drogi na której mam wrażenie, że urwę pewne części ciała, a rower po prostu się złamie efektownie odrzucając tylne koło.

Podjeżdżając pod Bukowinę cieszę się, że tak wolno jadę, mogę na przykład oglądać takie piękne billboardy, które świetnie wypisują się w klimat tych malowniczych krajobrazów. Tutaj przeciętnie od 3 do 10% podjazdu i w sumie mam wrażenie, że przestają na mnie robić wrażenie te wartości. Mentalnie chyba już się przestawiłem z trybu mazowieckiego na tatrzański.

Pozostało mi jeszcze tylko zjechać do Term Bukowina i zacząc się zastanawiać nad poziomem swojego IQ. Czuję każdą komórką swojego ciałą, że jutro będzie naprawdę ze mną ciężko. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet z 38 stopniową gorączką będę tak wspaniałomyślny, że mimo wszystko i tak wsiądę na rower. Jednak nie uprzedzajmy faktów. Szczegóły już jutro.

 

 

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
82%
Interesujące
18%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%
1 Komentarze

Podziel się opinią