Wideo
Aktualnie czytasz:
Rowery elektryczne 2018: Czy warto kupić rower elektryczny do miasta? (Askoll eB Folding)
0

Rowery elektryczne są co raz popularniejsze i ma to większy sens niż myślałem. Zamiast upocić się dojeżdżając do pracy, można kulturalnie pokonać nawet większy dystans. Tak, dla mnie 40 km to jest większy dystans.

Taki składak jak Askoll eB Folding, którego zgarnąłem do testów, zmieści się do bagażnika samochodu, auto zostawimy na rogatkach i w krótkim czasie znajdziemy się w pracy czy na uczelni. Mógłby równie dobrze być na balkonie w bloku. 

250-watowy silnik i wspomaganie do 25 km/h sprawia, że w świetle prawa to rzeczywiście rower, więc ze spokojem ducha pomykam po drogach rowerowych. 

Pierwsze wrażenia są świetne. Wspomaganie na najwyższym poziomie wyrywa do przodu, a procenty baterii nie znikają w oczach. Składakowa pozycja jest wygodna i szybko można się przyzwyczaić. Osobiście przez cały dzień jeździłem na poziomie 3-4, co oznacza, że kręcenie korbą bardziej uruchamia silnik elektryczny niż realnie pcha nas do przodu – ale o to przecież chodzi.

Prędkość maksymalna? Ustawowe 25 km/h i niespecjalnie więcej dało się wycisnąć z powodu braku przełożeń i małych kół. Na rowerowej drodze w sumie więcej nie potrzeba, więc marudził nie będę.

Na baterię też ciężko marudzić. 4h jeżdżenia, blisko 40 km i na koniec dnia nadal powyżej 50%. Dla kogoś kto nie jest rowerzystą, tylko korzysta z takiego sprzętu jako praktyczny środek transportu – wystarczająco. Do tego można ją łatwo wypiąć i zabrać ze sobą, jakby kto potrzebował. In plus.

Problem w tym, że… to składak. Małe koła i brak przerzutek szybko zaczynają doskwierać. Ciągle zastanawiałem się która wrocławska dziura wysadzi mnie przez kierownicę, a przy wspomaganych 25 km/h żeby uruchamiać silnik elektrycznych kadencję ma się ze 120. Obciążenie rzeczywiście zerowe, ale kręci się korbą jak głupek. 

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
100%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%