Wideo
Aktualnie czytasz:
Sport i motywacja: Im bardziej się nie chce, tym bardziej trzeba się zmusić
0

Jest weekend i potwornie mi się nie chce. Na zewnątrz jest 13 stopni, ale potwornie wieje. Są takie dni, kiedy dopada mnie kryzys, a najgorszy jest początek jesieni. Tym bardziej jak nie ma pogody.

Jednak najważniejsze to się nie poddawać i ubrać ocieplacze. Cel na sobotę i niedzielę to 130 kilometrów, które mi brakują do realizacji tygodniowego celu. Zazwyczaj jest tak, że zaraz po wejściu na rower zły humor i „niechcestwo” mi mija. Jak się tak nie dzieje to znaczy, że to już chyba depresja. Mam tę wadę, że jestem ciepłolubny. A dziś nie dość, że wiatr, to jeszcze deszcz, duża wilgotność i beznadziejne ciśnienie. Z jednej strony się pocę, a z drugiej przy mocniejszych podmuchach robi się naprawdę chłodno.

Po prostu trzeba ze sobą walczyć, przełamywać słabości, choć często jest to po prostu trudne. Wtedy ważna jest motywacja. Każdy ma inną. Jedni rywalizują ze znajomymi, inni chcą wyrobić targety na Stravie, albo walczyć o lepsze samopoczucie. Ja mam tak, że jeśli odpuszczam to potem jest jeszcze gorzej. Jestem uzależniony od deficytowych endorfin i cieszę się z tego, że współcześnie ludzie coraz częściej wybierają sport jako formę odreagowania. Dlatego nie ma znaczenia czy i jak biegasz czy jeździsz, ważne, żeby coś robić, a nie gnić godzinami w poczuciu jesiennej beznadziei.

Tutaj ważny jest także wpływ przyjaciół. Fajnie jest obracać się w gronie aktywnych ludzi. Mam Pawła, takiego niemal sąsiada, który ma to szczęście, że dzwoni do mnie właśnie wtedy, kiedy moja motywacja spada.

– A co powiesz na poniedziałkowe, nocne 55 km na czas? – Nie idę, w weekend walczyłem z wiatrem i zimnem, nie chce mi się. – Dobra czekam na Ciebie tam gdzie zwykle.

No i tak też polecieliśmy na zupełnym spontanie. Śmiganie po zmroku moim zdaniem ma swój urok. Jednak na jesieni warto pamiętać o tym, że poza miastem jest sporo chłodniej, niż w mieście z którego wyruszacie. Nagle z 13 stopni może się zrobić na przykład 8. Dlatego ja i Paweł motywowani chłodem jesteśmy skłonni jechać nieco szybciej niż normalnie. Choć i tak najgorzej jest na zjazdach. To prawdziwy test dla wiatroszczelności ciuchów. A propos wiatru, to nie pamiętam ostatnio kiedy miałem okazję jeździć po swojej okolicy nie walcząc z bocznymi podmuchami. Od razu zobaczyłem dużą poprawę w segmentach bez względu na to kto za kim w danej chwili jechał. Tym bardziej, że już po pierwszych 15 kilometrach nie czuć było chłodu. Wręcz przeciwnie, osiągając cel doszliśmy do wniosku, że okolice dziesiątki są naprawdę optymalne w przypadku wspólnej czasówki z regularnymi zmianami.

Wynik? Niby poszedłem z Pawłem na trening od niechcenia. Jednak po paru kilometrach zwątpienie i apatia minęły. Razem wykręciliśmy dość fajny czas, wrócił nastrój i motywacja do dalszej poprawy rezultatów.

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
75%
Interesujące
25%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%

Podziel się opinią