Opinie
Aktualnie czytasz:
6 największych mitów dotyczących treningu na trenażerze
0

Dziś rozprawiamy się ze stereotypami, które krążą po Internecie i są obecne niemal wszędzie tam, gdzie porusza się kwestię treningu poza sezonem. Niestety niemal większość rowerzystów uważa, że trenażer to czyste zło, a zima służy odpoczywaniu, albo jeździe po śniegu na MTB dwa razy w tygodniu.

  1. Jazda na trenażerze jest nudna. Współcześnie to nieprawda. Dzisiaj istnieją takie rozwiązania technologiczne, które sprawiają, że trening można przerodzić w grę. Są także na rynku aplikacje umożliwiające jeżdżenie z odwzorowaniem terenu wg tras GPS. Można korzystać ze Zwifta, programów treningowych TACX czy też Elite. W każdej chwili można przenieść się w góry i zdobywać ich szczyty albo zwiedzać dowolne zakątki świata.
  2. Kilometrów przejechanych na trenażerze nie powinno się uwzględniać w sumie rocznego dystansu, ani publikować tych wyników na Stravie. To bzdura. Jaka jest różnica pomiędzy realnym wysiłkiem wkładanym w korby na asfalcie a tym, który generujemy patrząc w ekran. Wirtualizacja wiernie oddaje prędkość, dystans czy wznios. Dlatego nie mam oporów przed gromadzeniem statystyk pochodzących z aplikacji treningowych. To samo tyczy się pokonanych podjazdów. Mało tego – po górach częściej śmigam na trenażerze, niż w realu.
  3. Trening w zamkniętym pomieszczeniu jest niebezpieczny. Warto tą opinią podzielić się z biegającymi po bieżni, albo zawodnikami pro, którzy poza zgrupowaniami też często korzystają z trenażera. W takiej sytuacji warto zapytać osobę wyrażająca taki pogląd, ile zna takich niebezpiecznych przypadków. Oczywiście można sobie zrobić krzywdę na trenażerze. Wystarczy przez dwa dni nic nie pić, podgrzać pomieszczenie do 26 stopni, wyrzucić do śmieci wentylator, a następnie przejechać 100 kilometrów na maksa.
  4. Jazda na trenażerze tylko męczy, a nie przynosi żadnych korzyści treningowych. W takim razie koniecznie napisz do wszystkich trenerów kolarstwa, że są w błędzie. Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. Trenażer niesamowicie rozwija bazę treningową, poprawia wydolność i wytrzymałość.
  5. Od jazdy na trenażerze łamią się karbonowe ramy. Ponowię w tym miejscu pewne pytanie retoryczne. Ile znasz osobiście takich przypadków? Owszem, kompozyt jest nieco bardziej nadwyrężony, jednak przeciętny człowiek posiadający poprawie zainstalowany, wolny od wad fabrycznych rower nie jest w stanie wygenerować takich sił, aby wyłamać mufę suportu, albo tylny trójkąt.
  6. Trenażer nie rozwija techniki jazdy, powinno się jeździć na zewnątrz mimo chłodu. To co w takim razie mają zrobić osoby, które trenują 6 dni w tygodniu a wracają z pracy po zmroku? W jaki sposób zrealizować zgodnie z planem konkretne ćwiczenia na szosie? Ile należy mieć par ubrań? Jak dbać o rower podczas jazdy po soli? Wreszcie co z bezpieczeństwem i zdrowiem na dłuższą metę? Rozumiem weekendowe przejażdżki na rowerze zimą w weekendy dla rekreacji, ale nie jestem w stanie sobie wyobrazić realizacji 13 godzin treningu tygodniowo na zewnątrz jadąc z dużymi prędkościami podczas wykonywania na przykład interwałów. Owszem, na trenażerze nie ćwiczymy techniki jazdy. Jednak jak mam do wyboru nie jeździć w ogóle, albo 4 ścianach to wybieram jednak trenażer.

A jakie Ty znasz stereotypy? Zgadzacie się z moimi poglądami? Lubicie trenażer czy raczej mimo wszystko wybieracie outdoor? Dajcie znać w komentarzach, jestem ciekaw Waszych opinii. Do zobaczenia.

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
0%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%