Wideo
Aktualnie czytasz:
Co robić, aby szybciej jeździć na rowerze cz. 2. Wspólne treningi na trenażerze
0

Całkiem niedawno pokazywałem Wam mój ulubiony sposób na rozbudowę formy na rowerze. W skrócie – jak chcę zbudować solidny trening to ustawiam się z mocniejszymi ode mnie. Zarówno w realu, jak również na ZWIFT.

Rowery Jednoślad.pl patronuje m.in. sobotnie turboporanki w ramach serii eventów na Zwift. Każdy z Was może do nas dołączyć w każdą sobotę o 9:15. Plan wirtualnej przejażdżki zakłada 2 godziny jazdy w tempie 3.5 W/kg z interwałami do 5 W na podjazdach.

Zaczynamy od rozgrzewki na poziomie 2 watów na kilogram zawodnika. Dlaczego mówię o wartości bezwzględnej? Bo na niej właśnie bazuje Zwift. W moim przypadku to oznacza około 160 W mocy wkładanej w trenażer. W innym przypadku jeśli nie utrzymam zadanej mocy to po prostu oderwę się od reszty i nie będę dodatkowo pomocy ze strony draftingu na kole.

W imprezie bierze udział kilkunastu naprawdę mocnych zawodników. Dużo mocniejszych ode mnie. No dobra, z całą pewnością jestem tutaj najsłabszy, a event jest oznaczony jako tempo, co oznacza, że jak pęknę to nikt na mnie nie poczeka i do końca będę sam jak palec.

Po dziesięciu minutach tempo nieco wzrasta. 3W/kg czyli nieco ponad 200 W w korbie. Gdyby tak miało zostać to nie miałbym powodów do narzekań. Jednak jazda w tej strefie nie przyniesie mi jakichkolwiek korzyści treningowych. Dopiero zmierzenie się z najbliższym podjazdem i kręcenie powyżej 330 W sprawia, że zaczyna pojawiać się ból. Najgorsze, że to i tak okazuje się niewystarczające i pękam. Mimo tego nie ma litości. Lider imprezy przywołuje, aby dołączyć do reszty. To zarąbiście motywuje do korzystania ze wszystkich sił jakie magazynowałem na wieczornym bankiecie podczas jedzenia babeczek z kremem.

Po chwili jestem już na kole reszty. Jednak cały czas muszę być skupiony wokół 3 w/kg. Czoło peletonu kręci jeszcze o pół wata więcej, ja odpoczywam na kole i nie wyrywam się do przodu. Cisza jednak nie trwa zbyt długo. Na horyzoncie kolejna hopka i do zrobienia 4.5-5 W/kg. Dałem radę, tylko okazało się, że to nie o ten podjazd chodziło. No trudno, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Lider miał na myśli tę górkę. Staram się trzymać 4.5, jednak mimo to zostaję urwany, przywołany do porządku i trzymania tempa reszty. Super, jestem znów ostatni. Jednak znaj łaskę Pana Lidera. Ten postanowił na mnie poczekać i dociągnąć do grupy. Bez pomocy już nigdy nie dałbym rady dogonić peletonu.

Pomyśleć – tyle emocji, a to dopiero 40 minut. Dalej nie będzie ani łatwiej, ani słabiej. Cały czas muszę kręcić tuż pod progiem. To oznacza, że ze mnie się najzwyczajniej w świecie leje. Po godzinie treningu jeden litrowy bidon jest już pusty, a tętno nie chce schodzić poniżej 150. Po trzecim kółku, kolejne interwały to jest niesamowita walka z samym sobą. Ale o to tutaj chodzi, o przekraczanie pewnych granic, których samotnie nie ruszamy. Dlatego zawsze namawiam wszystkich do robienia ustawek, a kiedy pada lubi jest zimno do spotykania się w wirtualnym świecie. Tym bardziej, że tutaj też aktywnie działa polska załoga i można poznać naprawdę wielu fantastycznych zawodników. Wspaniałe jest też to, że można się bezkarnie wyżyć i mieć gdzieś pogodę. Człowiek się wyłącza ze świata i skupia wyłącznie na jeździe. To najbardziej lubię w tym sporcie.

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
100%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%