Aktualnie czytasz:
Czy muszę rejestrować rower elektryczny? Rowery elektryczne a prawo 2018
To warto wiedzieć
0

Masz mocny rower elektryczny pozwalający rozpędzić się do 50 km/h? Coż, w świetle prawa to już nie rower elektryczny. To nawet nie motorower, a motocykl! 

To bardzo proste: każdy pojazd jedno- lub wielośladowy, którego moc przekracza 250 W, a prędkość 25 km/h w świetle prawa nie jest już rowerem. Co więcej, żeby rower elektryczny rzeczywiście był rowerem nie może być on szerszy od 0,9 metra, moc musi zmniejszać się stopniowo wraz ze zbliżaniem się do 25 km/h, a prędkość ta jest bezwględnie prędkością maksymalną do której ingeruje silnik. 

Silnik elektryczny NIE MOŻE być uruchamiany manetką ani w sposób inny niż poprzez włożenie siły na korbę. Tj. rower elektryczny jest rowerem elektrycznym kiedy wspomaga nasze pedałowanie i nic poza tym.

Kiedy rower elektryczny nie jest rowerem?

Oczywiście kiedy nie spełnia jednego z powyższych warunków. I wtedy mamy kilka rozwiązań: jeśli taki pojazd rozpędza się do nie więcej niż 45 km/h i moc nie przekracza 4 kW, to mamy do czynienia z motorowerem. Oznacza to, że potrzebujemy mieć taki pojazd zarejestrowany i ubezpieczony, a jeśli mamy mniej niż 18 lat – potrzebujemy także prawo jazdy kategorii AM.

Jeśli jednak nasz pojazd elektryczny rozpędza się, przy wspomaganiu ze strony silnika elektrycznego, do prędkości wyższej niż 45 km/h to nie mówimy o „rowerze” ani o „motorowerze”, ale o „motocyklu”. I znów: przegląd, rejestracja, ubezpieczenie i odpowiednia kategoria prawa jazdy motocyklowego (w zależności od wieku kierującego i mocy – A1, A2 lub A).

Dlaczego nie warto jeździć zbyt mocnym rowerem elektrycznym?

Największym niebezpieczeństwem dla posiadacza takiego pojazdu, poza mandatem za brak przeglądu / ubezpieczenia / uprawnień, będzie konieczność pokrycia kosztów szkód. Wyobraźmy sobie, że jedziemy naszym 1000 W „rowerem” elektrycznym po jezdni w mieście i uderzamy w przechodzącą po pasach staruszkę (wiem, drastyczny przykład).

Staruszka trafia do szpitala ze złamaną nogą. Niby nic poważnego, jednak będąca na miejscu policja ustala, że jechaliśmy ponad 50 km/h pojazdem elektrycznym. Sprawa trafia do sądu, a sąd orzeka, że jesteśmy winni spowodowania wypadku, poruszaliśmy się niezarejestrowanym motocyklem bez rejestracji, przeglądu, ubezpieczenia i niezbędnych uprawnień. Nie dość, że czeka nas grzywna, a także możliwość otrzymania zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych, to jeszcze musimy z własnej kieszeni pokryć pobyt staruszki w szpitalu.

Kilka tysięcy złotych jak nic, a mówimy o sprawie stosunkowej błahej, bo przecież staruszka mogłaby wymagać dożywotniej opieki zdrowotnej. Tak, zgadliście – to my za nią zapłacimy.

Elektryki a prawo to nadal „Dziki Zachód”

Teraz jak traktować elektryczne deskorolki, hulajnogi i inne pojazdy, które z łatwością rozpędzają się do ponad 25 km/h, a silnik załączany jest za pomocą np. manetki? Prawo jeszcze nie nadążyło za zmianami w sposobie w jaki ludzie poruszają się po mieście i wiele tego typu „łazików” traktowanych jest jako zabawki. Ale 80 kg mężczyzna na elektrycznej deskorolce jadący z prędkością 40 km/h ścieżką rowerową to niekoniecznie zabawny temat. 

Z tego też powodu, nawet jeśli to bardzo mało popularne podejście i opinia, bardzo dobrze, że elektryczne pojazdy w teorii są ograniczone do 25 km/h. Co więcej moim zdaniem prawo to powinno być mocno egzekwowane. 

Co innego mocny elektryk w terenie, co innego w środku miasta.

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
0%
Interesujące
33%
heh...
67%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%