Opinie
Aktualnie czytasz:
Jazda na rowerze zimą: Na zewnątrz podczas mrozu czy na trenażerze? Co lepsze?
collage
20767 9

Jazda na rowerze zimą: Na zewnątrz podczas mrozu czy na trenażerze? Co lepsze?

autor: Leszek Śledziński23 marca 2018

Świat rowerowy dzieli się na dwie grupy: Tych, którzy nigdy, przenigdy nie zechcą jeździć w domu na trenażerze i tych, którzy nie wyobrażają sobie jazdy jednośladem zimą na świeżym powietrzu. Spór ten jest bezsensowny.

Bo ja uważam, że kolor chabrowy jest piękny, sąsiad obraził mnie, bo powiedział, że czarny

To mniej więcej taki poziom dywagacji o tym co lepsze – trenażer czy mróz. Ja nie wnikam w preferencje sąsiadów. Jak ktoś lubi jazdę w zimie to proszę bardzo, nie ingeruję werbalnie i nie przekonuję do swoich racji. „No co to za urok upocić się jak pies jadąc w czterech ścianach, Januszu?”. Wówczas odpowiadam krótko – mnie to nie przeszkadza. Ba! Widzę w tym rozrywkę i robię to ze szczerą przyjemnością. Myślę zwłaszcza z perspektywy Zwifta, który jest dla mnie najlepszą grą sieciową świata. Bije nawet moje ulubione GTA Vice City, które przechodziłem 4 razy. Zwift mega mobilizuje, pozwala poznawać ludzi i naprawdę stawać się coraz lepszym. Z perspektywy Mazowsza ma jeszcze jedną niesamowitą zaletę – pozwala jeździć po górach. Gdzie ja tutaj znajdę 12 czy 16% elewacji terenu? Gdzie w promieniu 150 kilometrów mam okazję stanąć na pedałach pokonując szczyt i zamykając już kasetę?

A teraz zrób ten sam trening przy -5 stopniach.

A teraz zrób ten sam trening przy -5 stopniach.

Najwięcej wad trenażera wskażą osoby, które nigdy z niego nie skorzystały

Po prostu mam wrażenie, że zwolennicy jazdy na zewnątrz mają jeden utarty stereotyp. Na słowo trenażer myślą o analogowym, strasznie głośnym urządzeniu, które nie daje żadnych informacji zwrotnych. Technologia się rozwija i dziś trenażer może być interaktywną rozrywką, a nie mozolnym kręceniem, które kojarzy się z zapoconym rowerem stacjonarnym z klubu fitness „Herkules” w Zambrowie. To coś kompletnie innego, pod każdym względem. Zawsze w tej sytuacji mówię – wypróbuj taki trenażer, a zmienisz zdanie. To jak z moim podejściem do samochodów elektrycznych. Dopiero jazda próbna otworzyła mi oczy i pozwoliła na posiadanie własnego zdania. Zdecydowanie odmiennego w stosunku do zasłyszanych opinii. Staram się nie wypowiadać na tematy, których nie konfrontowałem osobiście i drażni mnie każda wypowiedz zaczynająca się od magicznego „a mi wujek powiedział, że jego kuzyn miał znajomego, który powiedział, że…” Na Placu Czerwonym w ten sam sposób rozdawali samochody.

Ciężko jest wykonać ściśle określony plan treningowy na mrozie po zachodzie słońca

Nie wyobrażam sobie morderczych interwałów czy na przykład testu FTP zimowym wieczorem. Pomimo nowoczesnej, wielowarstwowej, termoaktywnej odzieży cieżko będzie zapanować nad cyklami naprzemiennego pocenia się i schładzania. U mnie to jest gotowa recepta na L4. Czy to oznacza, że co chwile miałbym zdejmować i zakładać pewne warstwy ciuchów? Zmieniać czapeczki? Przebierać się?

Jestem lepszy, bo jeżdzę nawet przy minus 10!

Dobrze, ale robisz to 6 dni w tygodniu? Także wieczorem po pracy? No niestety nie znam osób, które posiadają plan treningowy i codziennie zimą przejeżdżają te 40 czy 50 kilometrów na mrozie. Jeśli ktoś chce każdego miesiąca spędzić w siodle 800 km z pewnością będzie musiał zdecydowaną większość tego dystansu pokonać na trenażerze właśnie. Tutaj trzeba rozgraniczyć dwie kwestię – jazdę rekreacyjną na śniegu połączoną z czerpaniem przyjemności z samego faktu przemieszczania się oraz jazdę treningową. Tego nie da się porównać. Czym innym jest jazda na czas rowerem TT czy szosowym a czym innym MTB. To dwa diametralnie odmienne rowery i rodzaje kolarstwa. Dlatego ciężko się tutaj „dogadać”. Jedno i drugie to niby też rower. Tak samo jak samochodem jest zarówno Rolls-Royce, jak również Jeep. Niby to samo, ale głupio byłoby powiedzieć, że właściciel Rollsa jest debilem, bo się boi pokonać tym autem trasę Kowary-Gnojowice lasem.

No to po co Ci szosa, MTB przecież jest lepsze.

A ja wolę kolor chabrowy.

shutterstock_185142377

Jazda na mrozie jest OK, ale tylko wtedy kiedy to lubisz

Tym bardziej na szosie, gdzie prędkości są zdecydowanie większe, a ubiór bardziej wymagający. Ja osobiście poniżej 8 kresek odpuszczam. Tak jak innym nie odpowiada pocenie się w domu tak samo mi jazda poniżej pewnej granicy temperatury zewnętrznej. Nie wierz w forumowe zapewnienia, że jazda na mrozie to dowód męstwa czy posiadania większego przyrodzenia. Takie stwierdzenia przypominają mi poziom merytoryczny świętej pamięci gimnazjów. To jak te wszystkie stwierdzenia, że „…jak było wojsko to byli prawdziwi mężczyźni. Teraz to tylko sami homoseksualiści z ogolonymi nogami i w rurkach, pijący sojowe latte w podpisanym imiennie kubeczku…”. A moim zdaniem prawdziwi faceci to skończyli się wraz z wynalezieniem ognia. Kiedyś trzeba było jeść każde mięso na surowo. Tak, to taki poziom dywagacji ekspertów od męskości.

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
50%
Interesujące
25%
heh...
0%
Że co?
13%
Grrrr!
0%
Smutne
13%
9 Komentarze
  • Zdjęcie profilowe Amator
    10 kwietnia 2018 at 17:24

    Taki trenaż może być na prawdę pomocny zimą. Ja bym się nie odważył jeździć na rowerze po lodzie i śniegu. Nawet mtb z szerokimi oponami mnie nie przekona do tego.

  • Zdjęcie profilowe Hanna
    11 kwietnia 2018 at 20:10

    Ostatnio wiele słyszałam o tych rowerach mtb i zastanawiam się czy taki amator jak ja poradziłby sobie na takich szlakach ?

    • Zdjęcie profilowe Kasia
      11 kwietnia 2018 at 20:44

      Podejrzewam , że mając odpowiednio przystosowany sprzęt, trochę odwagi i zaangażowania każdemu może się udać 🙂

    • Zdjęcie profilowe Amator
      11 kwietnia 2018 at 22:13

      Wiesz, nikt nie każe ci jeździć od razu po czarnych szlakach. Są przecież spokojne ścieżki rowerowe w górach na których mtb również się dobrze spisze

      • Zdjęcie profilowe Hanna
        12 kwietnia 2018 at 20:56

        Wiadomo nawet na pieszych wycieczkach nie porywam się na czarne szlaki za często bo jest to dość spory wysiłek. Chyba po prostu będę musiała spróbować i sama ocenić, a gdzie najchętniej jeździcie ?

        • Zdjęcie profilowe Kasia
          15 kwietnia 2018 at 16:53

          Wysiłek zapewne adekwatny do adrenaliny i przeżyć 😀 Mój facet swoim ramblerem najczęściej w góry jeździ , ewentualnie lasy i znika na cały dzień 😀