Opinie
Aktualnie czytasz:
Kolarstwo szosowe: Co warto mieć przy sobie jadąc na rowerze?
0

Dla mnie nie ma znaczenia czy jadę na rowerze 5 czy 55 kilometrów. Zawsze mam przy sobie pakiet kilku najważniejszych rzeczy, które pomogą mi w razie awarii czy nieprzewidzianej sytuacji w trakcie wyprawy. Co mogę Wam polecić?

  1. Najważniejszym dla mnie elementem jest przede wszystkim woda. Dużo wody. Mam to do siebie, że podczas każdego treningu staram się dać z siebie jak najwięcej. Aby móc to robić bezpiecznie potrzebuje zachować odpowiedni poziom nawodnienia. Stąd posiadam cammelpak. To nic innego jak plecak ze specjalnym workiem wewnątrz. Ten połączony jest z rurką, do której można sięgać bez konieczności dokonywania przerw w pedałowaniu. Nie muszę sięgać po bidon. Inna korzyść jest taka, że mój water bag mieści aż 2 litry wody czy izotoniku.
  2. Oświetlenie. Nawet w dzień używam pełnego oświetlenia. Już w chwili zakupu swojego Kross Vento 4.0. zdecydowałem, że na oświetleniu nie będę oszczędzać. Tak wybrałem komplet Bontrager Ion 700 lm oraz Bontrager Flare R. Daje niesamowitą ilość światła. Do tego stopnia, że ludzie na skrzyżowaniach dociekają co to takiego. Według producenta jestem widoczny z odległości 3 km. Po drugie – często jeżdżę w nocy poza terenem zabudowanym, kiedy dbam nie tylko o widzialność, ale także widoczność.
  3. Narzędzia. Wywaliłem ze swojego plecaka pojedyncze klucze i śrubokręty i zastąpiłem je multi toolem. To tak jakby coś się okręciło, albo chciałbym np. dokonać regulacji w trakcie wycieczki na rowerze. Głupio by było 40 kilometrów od domu zostać unieruchomionym przez jakiś drobiazg. Znajomy opowiadał mi historię zluzowanej śruby sztycy, przez którą 15 kilometrów musiał wracać na najniższym położeniu siodełka. Dobre, nie? Jeszcze gorzej by było jakby w trakcie jazdy odkręciłby się na przykład jeden z pedałów 😉
  4. Zestaw na wypadek przebicia opony. Pamiętajcie, że poruszając się rowerem szosowym jesteśmy bardzo narażeni na złapanie kapcia. Opony w „kolażówkach” mają wtłoczone przeciętnie 7-8 atmosfer (to 4 razy tyle co w samochodzie). Dodatkowo są niezwykle cienkie. Przez to najechanie na ostrzejszy kamyczek czy nawet niewielkie szkło kończy się unieruchomieniem roweru. Dlatego zawsze mam przy sobie dętkę, łyżkę do opon oraz mikro pompkę na CO2. Dlaczego w tym zestawie nie ma łatek i kleju? Szczerze? Koszt dętki jest tak śmiesznie niewielki, że naprawdę szkoda zachodu i czasu. Dużo szybciej jest dętkę wymienić, niż łatać w nocy na boku drogi.
  5. Powerbank! Tak, to moim zdaniem mega ważne wyposażenie kolarza szosowego. Po drodze może się nam rozładować telefon, albo oświetlenie. Nie ma nic gorszego jak wieczorno-nocna wyprawa i padnięty smartfon. Po drugie jak znam swoje szczęście prądu zabraknie mi w najmniej oczekiwanym momencie. Pamiętajcie, że współczesne baterie telefonów są w stane wytrzymać przeciętnie dobę bez ładowania. W drastyczny sposób ten czas skracamy np. przebywając w miejscach o ograniczonym zasięgu, albo korzystając z funkcji GPS. Dodatkowo moje oświetlenie zasilane jest akumulatorowo, a nie bateryjnie. Dzięki power bankowi zawsze mogę podładować nieco swoją elektronikę, skontaktować się ze światem, albo znów stać się widocznym.

Prócz powyższego mam oczywiście zapasowe ciuchy, zwłaszcza te, które nosimy od pasa w górę. Do tego rzecz jasna dokumenty, które mam przy sobie ze względu na patrole policyjne, albo (dostukać) wypadek. Dzięki temu wiadomo komu wystawić mandat, albo kogo poinformować o tym, że coś złego się stało na drodze.

 

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
100%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%

Podziel się opinią