Opinie
Aktualnie czytasz:
Ostatni raz cokolwiek mówię o motywacji do regularnego uprawiania sportu
0

Największą satysfakcję mam wtedy, gdy ktoś mówi mi, że zmotywowałem go do regularnych treningów, zrzucenia kilku kilogramów czy do rzadszego narzekania. Jednak nie jestem coachem, a nawet nieco brzydzę się tym określeniem. Ja tylko mówię o swoich doświadczeniach, refleksjach, słabościach i sposobach codziennej walki.

Mnóstwo ludzi, nie tylko w Internecie, ale także w codziennym życiu pyta jak organizuje swój dzień. Jak godzę to z pracą, wyjazdami czy pogodą? Wszystko zależy od priorytetów i determinacji. Zastanów się przez chwilę czy tak naprawdę chce Ci się regularnie trenować i zrobić coś ze sobą? Może jest tak, że w głębi serca nie chce Ci się. Nie mając motywacji zawsze znajdzie się jakiś powód. Ja znam ich 184. Dzieci, praca, rodzina, pogoda, ból małego palca u nogi, przyjazd cioci czy wrzód na lewym pośladku… Z drugiej strony na codzień mam do czynienia naprawdę z wieloma ludźmi, którzy pomimo wszystkiego o czym mówiłem, niemal zawsze dają radę znaleźć te choć 30-40 minut na sport. To są tacy sami ludzie, jak my wszyscy tu zebrani – na przykład rodzice małych dzieci pracujący po 10 godzin na kierowniczych stanowiskach. Tak samo jak wszyscy inni stojący w korkach, widzący za oknem chmury, deszcz i wiatr. Oni też często wyjeżdżają w delegacje. Mają gorsze i lepsze dni. Podobnie odczuwają ból i spadki formy. Mimo to mają plan, który z determinacją realizują.

To jest moim zdaniem bardzo proste: Najważniejsza jest konsekwencja i zero usprawiedliwień. Jeśli umawiasz się sam ze sobą, że będziesz jeździć czy biegać 5 razy w tygodniu to skup się na sposobach, a nie wymówkach. Jeśli jadę na drugi koniec Polski na dwa dni to po prostu zabieram ze sobą rower w delegację i jeżdżę na miejscu. Wylatuję z kraju? Zabieram ze sobą buty do biegania i ciuchy na siłownię czy strój do pływania. Wieczorem nie będę miał czasu na trening? To robię go w domu przed pracą. Nie mogę biegać, bo nabawiłem się kontuzji? To skupiam się na rowerze i pływaniu. Źle się dzisiaj czuje i jestem zmęczony? To robię trening, ale słabszy. Pada i wieje? To albo jeżdżę na trenażerze, albo kupuję nieprzemakalne rzeczy do biegania. To są proste sposoby na wieeelkie przeszkody życiowe. Oczywiście są komplikacje obiektywne, które naprawdę uniemożliwiają uprawianie sportu. Jednak to kropla w morzu ciągłych usprawiedliwień. Ja wiem, że większość z nas jest zapracowana i ma deficyt czasu. Jednak naprawdę niewiele ludzi rzeczywiście nie ma tych kilkunastu minut dziennie. Policz minuty przed kompem albo przed telewizorem w domu. Może jednak uda się znaleźć trochę czasu?

Dokładnie to samo dotyczy jedzenia. Nienawidzę słów „ostatni” oraz „jutro”. Można je sobie powtarzać codziennie, a czas leci. Dzisiaj zrobię wyjątek, a od jutra dieta. Albo dieta do końca tygodnia, a potem już normalnie. Co to znaczy normalnie? Zastanów się co to znaczy normalnie.

Najistotniejsze jest wpaść w codzienny rytm. Zapisuj w kalendarzu dni treningowe i notuj co jesz i pijesz. Sprawdzaj bilans kalorii zużytych do zjedzonych. Jak masz kasę to możesz kupić na przykład zegarek sportowy, który za ciebie będzie wszystko notować. Obiektywnie będzie podsumowywać każdy tydzień. Załóż Stravę albo Endomondo. Jeśli dodatkową motywacją będzie świecenie ludziom na Facebooku raportami z codziennych aktywności to rób to. Trudno. Mnie na przykład bardzo motywują wszelkie liczniki czasu treningu, pokonane metry podjazdów czy nawet licznik przebiegu moich butów do biegania. Każdy ma swoje sposoby. Inni inwestują na przykład w sprzęt, bo wychodzą z założenia, że skoro wydali dużo pieniędzy to maszyna nie może stać bezczynnie. Poproś bliskich o to, żeby ciebie pilnowali i rozmawiaj o swoich przeszkodach i wymówkach. To musi być ktoś zdecydowany, najlepiej uprawiający jakiś sport, posiadający już doświadczenie w walce z samym sobą.

Dlaczego dzisiaj o tym mówię? Bo wiem jak ciężko jest zacząć i wytrwać. Naprawdę początek jest najtrudniejszy. Najbardziej bolą pierwsze dni życia w pewnym nowym schemacie działań. Jednak mimo to od 6 lat znajduje każdego tygodnia czas na sport, a przeciwności na codzień jest naprawdę wiele. Ile doświadczyłem przez ten czas porażek, upokorzeń. Ile razy słyszałem, że jestem pączkiem, albo, że połamię ten sprzęt, siebie i się nie nadaję, nie mam predyspozycji. Że na zawodach będe na miejscu pierwszym, tylko od końca. Ile było pokus do tego, żeby na redukcji wpieprzać wysokowęglowodanowe trociny czy mrożoną pizzę z frytkami. Ja nie urodziłem się ani wysportowany, ani wydolny, ani chudy. Na wszystko musiałem i muszę sam pracować. Także wtedy, kiedy wracałem po 10 godzinach pracy, staniu w tych przeklętych korkach, albo czynnie walcząc z depresją, spadkiem formy i jesienną aurą. Mimo to nie użalam się nad sobą i walczę dalej. Dlaczego? Bo wiem jakie to jest uczucie pokonać samego siebie, ile to daje satysfakcji. Jak bardzo odmienia człowieka. Jego zdrowie, wygląd, ale przede wszystkim charakter.

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
100%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%