Opinie
Aktualnie czytasz:
„Rowerzyzm”: Coś czego nie toleruję u innych pasjonatów jazdy na rowerze
4

Słowo „rowerzyzm” zapożyczyłem od mojego przyjaciela, który tym mianem określa wywyższające się zachowanie innych rowerzystów. Pod tym względem ma rację – to czasem irytujące.

Pewnego dnia wracamy z dłuższej, szosowej przejażdżki. Nieco już zmęczeni, ale nadal trzymamy dobre tempo. W pewnym momencie siada nam na koła pan w wieku 65 lat i trzyma się tak dobre kilkanaście kilometrów. Fajnie, cieszę się, że kogoś możemy nieco pociągnąć. Niech korzysta. Jednak ów rowerzysta w pewnym momencie mówi do nas „nie umiecie jeździć”. Patrzymy po sobie z wymownym wyrazem twarzy… „musicie się bardziej ciągnąć kierownicę”. Pomyślałem – pan ma rację. Podziękowałem za tę uwagę, olaliśmy i dalej kręcimy w swoim tempie. Za kilka kilometrów ten człowiek znowu do nas „nie umiecie jeździć, nie umiecie oddychać”. W tym momencie kumpel stracił cierpliwość i w niegrzeczny dość sposób wydedukował starszemu panu, że mógłby przynajmniej powiedzieć dzień dobry, albo podziękować za to, że ma za kim jechać na tym kole. Wtem rozpoczęła się niemiła wymiana zdań, a wszystko dlatego, bo jedziemy i „nie umiemy jeździć”.

To jest właśnie retoryka rowerzyzmu. Mierzenie siebie na długość przyrodzenia, talent, umiejętności, średnie i pouczanie wszystkich dookoła. Być może nie umiem jeździć, być może nie mam sylwetki Kwiatkowskiego, pięknych średnich, ale mam jedno – przyjemność z jazdy na rowerze. Wsiadam, pedałuję i nie zaczepiam kogoś kto ma w obu kołach na oko łącznie 2 atmosfery. Nie pouczam ludzi, który mają siodełko na wysokości asfaltu. Tak samo nie komentuję jazdy z kaskiem na wysokości zakoli i kadencją 40 na płaskim. Jeśli komuś tak dobrze i ma fan, to jednocześnie mam to w pewnej części ciała – jego sprawa.

„Ty normalnie masz tutaj wszystko źle. Rower masz zły. Po co ci to?”

Rowerzyzm to też bycie ojcem, matką, nauczycielem, księgowy, policjantem, inżynierem i fitterem wszystkich, którzy odważą się na zakup roweru. „Po co ci ten karbon, jak jesteś amatorem”, „źle pompujesz to koło, kciuk musi być u góry opony”, „po co ci taki rower jak nie masz umiejętności, kup se fitnessa”, „to nie trening, bo nie było wiatru”, „to nie trening, bo nie ma interwału”, „po co ci na tym poziomie te interwały”, „wywal te lampkę, bo to opory powietrza”, „ale wstyd jest jeździć z podpórką”, „no jak masz taki rower to nic dziwnego, że wykręciłeś taki czas”.

Wyznawca rowerzyzmu to osoba, które uważa, że tylko on ma prawo do zakupu droższego roweru, a cała reszta leszczy powinna jeździć na aluminiowym B’Twinie za góra 2000 zł. Nikt inny nie zna się na rowerach i na jeździe tak jak on. Denerwuje go, że inni mogą posiadać lepszy sprzęt (czytaj – zawsze nieadekwatny do umiejętności). Tak samo nie może zaakceptować, że ktoś posiada inne poglądy czy priorytety. Rowerzyzm to też sztuka ciągłego mierzenia swojego przyrodzenia i porównywania go do innych. Jednak w razie niepowodzenia zrzuca się wszystko na silny wiatr, brak regeneracji, problemy ze sprzętem czy ogólne zmęczenie. Aż żal czasem słuchać. „Nie, nie, tempo jest dobre, ja po prostu dzisiaj mam wyjątkowo gorszy dzień”. Śmieszy mnie to.

Takiej osobie ciężko też zrozumieć, że nie każdy codziennie startuje w Tour de France. Stąd ma prawo na przykład jadąc po bułki do sklepu nie założyć okularów ochronnych, zamiast bidonu wziąć butelkę pet lub ubrać rękawiczki bez wkładki żelowej.

Kwestionowania prawa do pasji.

Rowerzyzm niejako kwestionuje to czy masz prawo cieszyć się z rowerowej pasji czy też nie. Jeśli 120 kilogramowy amator chce kupić szosówkę za 30 000 czy MTB za 15 000 złotych to niech sobie kupi i ma z tego radość – nic nam to tego. Jeśli będzie miał problem to poprosi o rady i sugestie. Jeśli wygodnie mu będzie z mostkiem na 10 podkładkach to niech ma te podkładki. Niech nawet przełoży siodełko do szosy z komunijnego górala. Jego sprawa. Należy się cieszyć, że chce coś zrobić i posiadać inną pasję niż portfolio kanałów w telewizji kablowej. Jeśli doradzamy, by pomóc to wszystko jest OK. Jeśli robimy to po to, aby pokazać, że „mamy dłuższego” to lepiej zamknąć się i skupić na rozwoju swojego wielkiego (niedocenianego) talentu.

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
94%
Interesujące
3%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
3%
4 Komentarze
  • Invictus
    30 czerwca 2017 at 17:58

    Cieszę się, że ktoś (czytaj autor) ma podobne poglądy do moich.
    „NIE DŁUGOŚĆ RÓŻDŻKI ŚWIADCZY O POTĘDZE MAGII”.
    Jazda na rowerze jest dla mnie odskocznią i powoduje uśmiech na twarzy i o to chodzi.
    Życzę wszystkim wiele radości podczas przemierzanych kilometrów (i magii).

  • MICHAŁ
    30 czerwca 2017 at 19:40

    Również się cieszę bo myślimy podobnie. Mogę podać swój przykład kupiłem pół roku temu Treka Stche 7. A w Poznaniu nie mam gór czy ostrych zjazdów i cały czas spotykam się z takimi komentarzami, na początku o fajny ile kosztował a za chwilę po co ci taki rower , głupi jesteś wydać tyle na rower itp.
    Bo ludzie nie chcą zrozumieć ,że to moja pasja i po pierwsze pieniądze nie są takie ważne a ważne jest by czerpać radość z jazdy . Pzdr.

  • Krystian
    30 czerwca 2017 at 20:01

    Jestem leszczem, mam B’twina za niecałe 2000 złotych 😀

  • Beata
    30 czerwca 2017 at 22:27

    A mój rower ma już 18 lat, stary jary Leader ☺️(zadbany, co dwa miesiące przegląd) mam blotniki, stopkę, światła, odblaski gdzie się tylko da, bagażnik, kosz bagazowo/zakupowy i kask mam na glowie, a po co mi to? Dla mojego i czyjegoś bezpieczeństwa, a co inni na to? Mam to w czterech literkach :)))

Podziel się opinią