Opinie
Aktualnie czytasz:
To co zabija na polskich drogach to pycha, kompleksy i poczucie wyższości
0

Dziś spotykamy się, bo znów dotarła do nas wiadomość, że tego roku zginęła na rowerze kolejna osoba. Jesteśmy bardzo zsolidaryzowaną grupą w której każdy zna każdego. Tym bardziej wieść, że znów ktoś nas opuszcza jest tak szokująca, a tego typu spotkania strasznie przykre.

Chyba wszyscy w tym pożegnalnym peletonie myślą o tych wszystkich sytuacjach, kiedy sami nie będąc niczemu winni narażani są na niebezpieczeństwo ze strony innych kierowców. Ile razu byłem wyprzedzany na trzeciego, na milimetry? Ile razy celowo ktoś zajechał mi drogę? Prawie codziennie ktoś daje mi poczucie tego, że jestem gorszym człowiekiem. Tylko dlatego, bo jestem nie za osłoną blachy i nie jadę 80 km/h. Tak, zawsze to powtarzam – inni kierowcy traktują nas tak jakby nasze życie było mniej ważne. To jakby na mnie nikt nie czekał w domu? Tylko dlatego, bo jadę rowerem i trzeba mnie wyprzedzić lub ominąć? To przerażające, za każdym razem jak o tym pomyślę i zawsze wtedy, gdy sam jestem czynnym uczestnikiem wszystkich takich sytuacji.

Tym razem zabiła nie tylko głupota kierowcy pseudosportowego samochodu, ale przede wszystkim pośpiech, który kazał wyprzedzać za wszelką cenę. Nawet za cenę śmierci czterdziestoletniej kobiety i ran jej towarzysza. To zdarzenie każe zaciskać pięści, tym bardziej, że do dziś sprawca wypadku nie miał odwagi, aby zgłosić się na policję.

Każdy też w tym gronie zadawał sobie pytanie jak zmienić ten trend? Co zrobić, abyśmy w przyszłym roku znów nie musieli kilka razy słyszeć o tym, że ktoś znowu nie wrócił po treningu do domu? Jałowe zdają się akcje o agresywnym charakterze, bo blokowanie ulic czy miast prowokuje jedynie pejoratywne umacnianie stereotypów o rowerzystach. Tutaj potrzeba szerokiej, społecznej edukacji, która wzbudzi choć odrobinę refleksji i pozwoli na większą świadomość kierowców – użytkowników dróg, którzy tak często manifestują egoizm i pychę na drodze. Genezą tej walki na asfalcie jest przede wszystkim zakompleksienie i chęć udowodnienia wszystkim dookoła swojej wyższości. Tym bardziej jeśli ktoś czuje się zanonimizowany dzięki kawałkowi szyby dzielącego go od innych. To mnie szokuje, bo znów dochodzę do wniosku, że ogromna część naszej społeczności kieruje się czymś bardzo pierwotnym. Jednak jeśli rozejrzymy się dookoła to znajdziemy wspólne mianowniki choćby w Internecie, gdzie też pozór anonimizacji pozwala na to, aby upokarzać innych. Za co? Za to, że mają inny pogląd. Tak samo jak możemy posiadać inne środki lokomocji, analogicznie różnimy się poglądami, gustami, orientacją, klasą sprzętu, zarobkami, priorytetami czy siłą mięśni. Jednak czy to powód do tego, aby atakować innych ludzi? Czy to naprawdę ma sens, zwłaszcza, że nikt na tym nic nie zyskuje. Może jedynie napastnik poczuje chwilową ulgę i zaspokojenie poprzez pozorne zrównanie drugiego człowieka.

W tym wszystkim smuci mnie nawet to, że często nawet jako jedna grupa użytkowników rowerów chcemy siebie dzielić na gorszych i lepszych. Przy tym nie siląc się choćby na drobny okruch tolerancji czy zrozumienia. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że odwagę mamy tylko w sytuacji, kiedy nie patrzymy drugiemu człowiekowi prosto w oczy. Jaką piękną zaporą jest ekran albo milimetr blachy samochodu. W ten sposób można idealnie, bez konfrontacji rozładować życiową frustrację i poczucie niskiej wartości z której nawet sobie nie zdajemy sprawy. Po co silić się na zmianę swojego ego, skoro można pozornie innych zrównać do naszego poziomu.

Aby poprawić naszą sytuację musimy sami wywrzeć presję nie tylko na kierowcach samochodów, ale także tych, którzy są wśród nas, ale dają szereg pretekstów do umacniania negatywnego wizerunku rowerzystów w Polsce. Niestety przeciętny użytkownik drogi nie widzi różnicy pomiędzy spokojnie trenującym szosowcem, a nieodpowiedzialnym rowerzystą, który przecina skrzyżowania na czerwonym, albo wjeżdża na drogę ekspresową z pogwałceniem wszelkich kanw prawa o ruchu drogowym czy jeździ w nocy bez świateł. To pozycjonuje nas niezwykle nisko w drogowym łańcuchu pokarmowym i niejako daje przyzwolenie do nieszanowania nas. Rzeczą oczywistą pozostaje fakt, że giniemy nie tylko przez to, że nie szanuje się rowerzystów i ich życia w Polsce. Jednak zmiany zawsze najprościej jest zacząć od samych siebie. Jeszcze bardziej poprawmy swoją kulturę, zadbajmy o widoczność, także w dzień, piszmy o tym co czujemy kiedy inni narażają nas na niebezpieczeństwo. Edukujmy, tłumaczmy i uczulajmy innych na wagę naszego życia. Życia, które jest tak samo ważne w każdym jednym przypadku. Każdy z nas jest człowiekiem. Bez względu na poglądy, pieniądze czy prędkość.

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
50%
Interesujące
25%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
25%