Zdrowie
Aktualnie czytasz:
Zespół mięśnia piszczelowego tylnego po mojemu (cz. 1): Geneza i diagnoza
0

Pokonujesz kolejne granice, dochodzisz do szczytu formy biegowej, masz pełen kalendarz startów i nagle pojawia się kontuzja. Zespół mięśnia piszczelowego tylnego skutecznie uczy mnie pokory i mówi, abym zwolnił oraz zmienił swoje plany…

Pewnego razu wybierasz się na standardowy trening biegowy, nagle pojawia się silny, ostry ból po wewnętrznej stronie kostki uniemożliwiający wykonywanie kolejnych kroków. Myślisz, że to pewnie zwykły skurcz, bo nie doszło do żadnej sytuacji, która spowodowałaby na przykład nagłe uszkodzenie w stawie skokowym. Czekasz chwilę i biegniesz dalej, jednak ból powraca ponownie.

Tak niewinnie zaczęły się moje tygodnie walki z kontuzją, której przyczyn jest wiele. Zespół mięśnia piszczelowego tylnego jest trudny do zdiagnozowania bez wizyty u ortopedy lub fizjoterapeuty. Podobnie jak sposób leczenia.

Zespół mięśnia piszczelowego tylnego: Moja geneza.

Moja noga dziś...

Moja noga dziś… Widoczne płaskostopie oraz część zespolenia, które zostanie z mojej nodze na zawsze… Jednak bez wpływu na sport.

Bieżący sezon obfitował w liczne starty. Prócz głównej dyscypliny jaką jest kolarstwo, biorę udział także w triathlonie (sprint) oraz biegach. Od 6 miesięcy stopniowo zwiększałem objętości treningowe. Bezpośrednio przed kontuzją wykręciłem życiówkę podczas Biegu Powstania Warszawskiego – 48:52 na dystansie 10 km. Przygotowania do tej imprezy poprzedziłem licznymi treningami, w tym miałem okazję m.in. upajać się włoskimi plażami podczas wybiegań na podobnym dystansie na niestabilnym podłożu.

Jednak cofnijmy się nieco bardziej w czasie. Dokładnie 10 lat temu dorobiłem się złamania dwukostkowego lewej nogi. Były śruby, operacja, zrost, wyciągnięcie operacyjne zespoleń, potem rozstanie ze sportem na 5 lat i przybranie na masie do poziomu 120 kg. Następnie przyszła refleksja i stopniowy powrót do aktywności. Orbitreki, basen, rower, na końcu klasyczne bieganie. Powróciłem do masy 80 kg, jednak nadal wyraźnie lewa noga zawsze nieco odstawała.

To skutek nie tylko ograniczonej ruchomości i nieoptymalnej rehabilitacji, ale także nabytego płaskostopia na skutek tak poważnego uszkodzenia w stawie skokowym. Lewa stopa zawsze wymagała także stosowanie odpowiednich wkładek nie tylko w obuwiu sportowym, ale także tym codziennym. Do sportu starałem się podchodzić odpowiedzialnie. Specjalne buty wybierane przez fizjoterapeutę, wkładki, masaże, rozciąganie… Jednak to nie uchroniło mnie przed zrobieniem sobie krzywdy.

Ból stale powracał…

Zawsze po przebiegnięciu 3.5 km przychodził nagły ból, który może juz nie był tak silny jak za pierwszym razem, ale zawsze kończył się tak samo – przerwaniem treningu. Trzy takie przypadki z rzędu skłoniły mnie do wizyty u lekarza ortopedy. Przestałem się łudzić, że samodzielnie uporam się z tą przypadłością.

Trafiłem do losowego specjalisty. Ten przymiotnik nie jest jedynie określeniem dosłownym. Lekarz przeprowadził bardzo krótki wywiad po którym stwierdził, że doszło do zapalenia ścięgna zginacza palucha dużego. Stwierdził przy tej okazji, że moje stopy nie nadają się do biegania i wystawił skierowanie na USG i prześwietlenie.

Na badaniu okazało się, że zapaleniu uległo ścięgno mięśnia piszczelowego tylnego na skutek przeciążenia, przykurczenia i w konsekwencji tarcia. Lekarz prowadzący nie wskazał bezpośrednich przyczyn oraz jakichkolwiek zaleceń. Podsumował wizytę jedynie stwierdzeniem, cytuję dosłownie „nie biegać”. Nie byłem w stanie wyciągnąć jakichkolwiek dodatkowych informacji. Nie ukrywam, że to było dla mnie bardzo smutne sformułowanie, tym bardziej, że znajduje się w prywatnym szpitalu dla sportowców. Stąd oczekiwałem od lekarza zdecydowanie więcej. W przeciwnym razie nie wydawałbym 600 zł na konsultację i badania. Nazwy kliniki oraz nazwiska lekarza nie podaję ze względu na chęć uniknięcia sporu sądowego.

JMM_posterior_tibial_tendon_insufficiency_foot_diagram_thumb

Zespół mięśnia piszczelowego tylnego, runda druga.

Zdecydowałem się na wizytę u innego lekarza. Wraz ze zdjęciem i opisem USG powędrowałem do poleconego specjalisty. Ten wytłumaczył przyczyny – płaskostopie, przeciążenie, niedostateczne rozciągnięcie mięśni łydek, źle dobrane wkładki, obuwie oraz bieganie po nierównym podłożu przy niestabilnym stawie skokowym lewej nogi. Dostałem skierowanie do fizjoterapeuty. Tak powinien zachować się lekarz – próbować człowiekowi wytłumaczyć przyczynę i wskazać w jasny sposób dalsze zalecenia. Nie usłyszałem żadnych uwag typu „nie biegać”. W zamian zostałem pouczony o konieczności zmiany planu treningowego oraz wstrzymania się od biegania na jakiś czas.

Teraz wszystko w rękach fizjoterapeuty.

Szukanie odpowiedniego człowieka zajęło mnóstwo czasu. Tutaj jest jak w przypadku warsztatów – zakładów jest mnóstwo – zaangażowanych specjalistów niewiele. W swoim życiu już miałem okazję natknąć się na wielu ludzi, którym po prostu się nie chce. Najgorzej jest trafić do fizjoterapeuty, który nie uprawia sportu i nie zna wielu problemów, które są codziennością biegaczy, kolarzy czy triathlonistów. Dlatego kluczem były rekomendacje. Udało się. Jednak to był dopiero początek

Zespół mięśnia piszczelowego tylnego po mojemu (cz. 2): Przyczyny i leczenie

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
0%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%