Opinie
Aktualnie czytasz:
Czy wewnętrzne prowadzenie linek, pancerzy i przewodów w rowerze jest naprawdę takie fajne?
To warto wiedzieć
0

Poprowadzenie pancerzy wewnątrz ramy było niewątpliwie wydarzeniem wartym odnotowania w historii teraźniejszych rowerów. Ktoś wpadł na prosty pomysł – po co coś ma latać na zewnątrz, jeśli można to schować wewnątrz? I tak zaczęła się globalna moda. O ile w rowerach szosowych można doktoryzować się nad oporami i udowadniać korzyści płynące z wewnętrznego prowadzenia linek przywołując badania z tuneli aerodynamicznych, o tyle warto zastanowić się po co taki zabieg stosuje się w rowerach górskich?

Teorii na potwierdzenie słuszności wewnętrznego prowadzenia linek i przewodów jest wiele. Jedną z pierwszych jest bezpieczeństwo przewodów, które poprowadzone wewnątrz ramy po prostu ciężej uszkodzić. Zgoda, tylko pojawia się pytanie: jak często zdarzają się uszkodzenia przewodów w miejscach w których linka prowadzona jest wewnętrznie? Na przykład dla hamulców hydraulicznych, miejscem gdzie najczęściej dochodzi do uszkodzenia są okolice kierownicy. Na częstotliwość występowania takiej awarii będącej skutkiem chociażby bliskiego spotkania roweru z przydrożnymi krzakami, prowadzenie linek nie ma żadnego wpływu. W przypadku roweru z tylnym zawieszeniem istnieje ryzyko zagięcia przewodów, które zostałyby nieumiejętnie poprowadzone zewnętrznie i byłyby narażone na zginanie lub ocierały o inne elementy – to fakt. Wystarczy jednak chwila zastanowienia podczas wyznaczania zewnętrznej trasy naszych pancerzy, aby skutecznie uniknąć takich sytuacji.

Kolejnym argumentem za jest estetyka. Rower jest schludny, a psujące aspekty wizualne pancerze i przewody niewidoczne. To prawda i z tym argumentem nie sposób dyskutować. Rower pozbawiony zbędnych ozdób cieszy oko i niewątpliwie zyskuje kolejne punkty w konkursie piękności. Jeśli nie będziemy zajmowali się serwisowaniem naszego sprzętu i powierzymy to serwisowi, to w tym miejscu kończy się nasz dylemat. Jest ładniej, czyli bierzemy.

Jeśli jednak planujemy majsterkować przy naszym rowerze, powinniśmy mocno zastanowić się nad wyborem sposobu prowadzenia linek. Kiedy składamy rower od podstaw, a wybrana przez nas rama ma możliwość prowadzenia linek w jej wnętrzu, nic nie stoi na przeszkodzie aby zignorować zalecenia producenta i przewody poprowadzić zewnętrznie według własnego pomysłu. Z pomocą przyjdą nam trytytki/opaski zaciskowe/zipy – jak zwał tak zwał. Jeśli kupujemy nowy rower, także mamy szansę na małe negocjacje, których celem będzie wypuszczenie przewodów na zewnątrz. Po co? Dla własnej wygody.

Wymiana hamulca to prosta czynność. Odkręcamy jeden, przykręcamy drugi – gotowe. Trochę gorzej będzie wyglądało to w systemie z przewodami poprowadzonymi wewnątrz ramy. Musimy okręcić przewód z klamki lub zacisku, przeciągnąć go przez ramę uważając, aby nie upaćkać wszystkiego dookoła płynem hamulcowym, a przy okazji liczyć na to, że hamulec po takiej operacji będzie poprawnie działał i nie będzie nadawał się tylko do ponownego przelania płynem. Jeśli umiemy to zrobić stracimy tylko czas. Jeśli nie mamy takich umiejętności, zapłacimy serwisowi by ten zrobił to za nas.

Podobnie sprawa ma się w przypadku wymiany linek i pancerzy do przerzutek – ileż to patentów na ułatwienie tej procedury opisano na forach. Od zagiętych szprych, przez sklejanie ze sobą linek, po wprowadzanie jednym otworem nici i wysysanie jej odkurzaczem z drugiej strony. Opowieści o tym jak wysublimowane sposoby na usprawnienie tej procedury wynaleziono, z uśmiechem na twarzy czytają zwolennicy zewnętrznego prowadzenia przewodów.

Pozostaje jeszcze aspekt akustyczny. Linki solidnie zamontowane na zewnątrz ramy, nie mają szans na wydawanie dźwięku. Puszczone swobodnie w jej wnętrzu, potrafią hałasować. Można oczywiście dokupić osłonę z na pancerz wykonaną ze specjalnej pianki, która nasunięta na właściwy pancerz skutecznie wytłumi wszelkie dźwięki uderzenia. Jest to jednak kolejna komplikacja, bo żeby taką osłonę nasunąć na linkę, musimy od którejś strony zacząć … i znów trzeba coś odkręcać.

Czasami można spotkać się z opinią, że dodatkowe dziury na poprowadzenie przewodów osłabiają konstrukcję ramy. Zakładam jednak, że producenci przewidzieli te otwory podczas projektowania swoich sprzętów i nie zgadzam się z takim stwierdzeniem. Faktem jest jednak, że dodatkowe dziury to miejsca przez które do wnętrza może dostawać się woda i bród, zwłaszcza w przypadku uszkodzenia gumowej uszczelki wypełniającej taki otwór.

Podsumowując: w mojej ocenie ogólnie przyjęty trend wpuszczania wszystkich przewodów do wnętrza ramy jest niewątpliwie ładny. Bez wątpienia także przyprawił on o siwy włos niejednego serwisanta lub rowerowego majsterkowicza :).

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
0%
Interesujące
50%
heh...
50%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%
O autorze
Zdjęcie profilowe Piotr Horniak
Piotr Horniak