a

Mój debiut: Duathlon Rumia 2019. Na czym polegają tego typu zawody?

a
a

Jest już po 21. Trochę długo mi zeszło na zastanawianiu się, czy na zawody wyjechać o 4 rano, czy jednak przespać się w hotelu. Na duathlon mam ponad 400 kilometrów. Jadę do Rumii.

Pora na jazdę idealna. Autostrada, tempomat, 3.5 godziny i jestem już w hotelowej windzie. Przed snem pozostaje mi jedynie przygotować wszystkie ciuchy w których będę jutro występować.

Noc i sen był trochę za krótki. Szybki prysznic, wbijam się w strój startowy będący połączeniem kombinezonu triathlonowego z leginsami i bluzą kolarską. Na zewnątrz 9 stopni i wiatr 30 km/h. Dwie kawy, czyste zło na talerzu w postaci węglowodanów. Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłem tak prezentujący się pierwszy posiłek. Staram się nie jeść za dużo, bo zbyt ciężkie śniadanie długo o sobie przypomina. Dlatego rezygnuje z jajek i kiełbasek. Za to kawy sobie nie odmawiam przed startem.

Wymeldowuję się z hotelu i lecę do biura zawodów, gdzie odbieram pakiet startowy. W środku racebook, czyli taka broszura informacyjna o trasach i zasadach. Do tego pakiet naklejek z numerami oraz chip na kostkę. To elementy obowiązkowe. Kolejnym krokiem jest wstawienie roweru do strefy zmian, gdzie razem z rzeczami na przebranie będzie czekać na mnie do momentu zakończenia pierwszego biegu. To duathlon składający się łącznie z dwóch biegów i jazdy na czas. Mam do pokonania 5 kilometrów na nogach galopem, potem zamieniam buty do biegania na rowerowe, zakładam kask, jadę na czas 20 kilo i na koniec porzucam rower i znów będę biegł. Tak to wygląda w wielkim skrócie.

Tuż przed startem niestety musiałem oddać całą elektronikę do depozytu. Dlatego etapu biegowego nie zobaczycie. W zamian mam kamerę umieszczoną na rowerze, która właśnie rejestruje moment ukończenia pierwszego biegu i żółwią zmianę butów. Biorę rower i dobiegam do miejsca w którym mogę już wsiąść na rower. Pokazywałem Wam na osobym filmie cały etap rowerowy, który miałem do pokonania. W skrócie było zimno, wiał koszmarny wiatr, a dystans przejechałem w 32 minuty w mocą znormalizowaną 264 W czyli 3,34 W na kilogram. Widzę progres dzięki zimowemu programowi treningowemu, jednak nadal nie pokuszę się o poklepanie samego siebie po ramieniu. Oczywiście, jestem szczęśliwy z samego faktu, że widzę jakiś rozwój, jednak nadal wiele przede mną. Mnóstwo pokory, okazji do zaciskania zębów i walki samemu ze sobą podczas wykonywania żmudnych treningów. Nie tylko na rowerze, ale także tych biegowych. Mam do nadrobienia 10 lat borykania się z kontuzjami, które wcześniej uniemożliwiały mi uprawianie tej dyscypliny sportu. One sprowadziły mnie do parteru. Zarówno jeśli chodzi o tempo, jak również mentalnie. Przez długie miesiące patrzyłem na innych biegaczy i ich sukcesy samemu zapisując się na kolejne wizyty do lekarzy czy fizjoterapeutów. Ale jest lepiej i być może wkrótce uda mi się zejść poniżej tych 4 minut 29 sekund na kilometr. W takim tempie biegłem na tych zawodach i z tego właśnie powodu ulokowałem się w połowie stawki. Byłem 112 na 200 i jednocześnie przedostatni w swojej kategorii podczas tych mistrzostw Polski.

Jest co robić, jest nad czym myśleć. Skupiam się na treningach i chcę dbać o siebie. Swoje nogi i głowę. Ta jest pełna kolejnych doświadczeń i przemyśleń, które pojawiają się zawsze kiedy przekroczę linię mety. Jestem zarówno szczęśliwy, bo udało się dotrzeć do celu bez odnawiającej się kontuzji podczas biegania, jak również zły. Bo wynik nie jest nadzwyczajny. Jednak po chwili przychodzi refleksja – czy noty to jest to o co walczę? A może ważniejsza jest zabawa i obecność? Adrenalina? Sam fakt rywalizacji? Jakie ma znaczenie moje miejsce? Oczywiście większość ludzi oceni Ciebie po pozycji na liście. Jednak trzeba zdawać sobie sprawę, że łatwo jest szafować opiniami bez znajomości czyjeś historii, celu i genezy sportu. Po co dana osoba to robi.

Opuszczam Rumię. Pakuję rower i cieszę się słońcem. Za kilkanaście dni przede mną kolejny duathlon. Tym razem będzie to Ustka. Mam nadzieje, że będzie lepiej. Mam nadzieję, że uda się przekroczyć swoje kolejne granice i mieć to co najważniejsze. Satysfakcję i oczyszczony umysł.

a