Wideo
Aktualnie czytasz:
Piekielne Interwały na rowerze 43 km/h i 340 W z Karolem. Ledwo widziałem na oczy!
0

Ruszamy dzisiaj, aby Wam pokazać wspólny trening z największym koniem, który ma FTP 345. Dziś dla odmiany zwykła szosa zamiast czasówki dlatego prędkości o 3-4 km/h niższe, ale waty te same.

Rozgrzewka za nami. Włączamy dwie zsynchronizowane kamery wraz z pomiarem w czasie rzeczywistym. Ćwiczenia proste i najlepsze dla podnoszenia naszych codziennych prędkości. Zmiany co 5 minut, w tym czasie każdy trzyma ponad 40 km/h. Karol wchodzi na poziom około 370 W, kiedy ja odpoczywam w okolicach 230 i modlę się o to by w środku Gassów nie zostać samemu. Ćwiczę jazdę na kole, koncentrację i oszczędzanie energii. Przy tym jest mi na pewno łatwiej, niż wtedy kiedy Karol grzeje na rowerze czasowym. Różnica mocy wkładanej w nasze pedały jest naprawdę niesamowita. Mamy podobnej klasy osprzęt, wagę i wzrost. Jedyna różnica jest taka, że koń bierze na siebie cały opór powietrza, a ja grzecznie sobie pasożytuję. Tym bardziej, że w tym momencie jest nieco pod wiatr.

Jednak nic nie trwa wiecznie i czas na moją zmianę! Nie chcę robić wstydu, chcę, żeby Karol był ze mnie dumny. Dlatego gdy przychodzi moja pora na szlifowanie FTP to chcę trzymać podobną prędkość. On jeszcze o tym nie wie, ale wiatr delikatnie mi pomaga. Do utrzymania 43 km/h wystarcza mi 320-340 watów. Karol ma w tym czasie o 100 mniej i sobie chłop odpoczywa. W planach są 4 takie powtórzenia utrzymywane do porzygu.

No dużo mi nie trzeba, aby zacząć wytracać prędkość. Zaczynam zaniżać tempo. Leci łokciowy sygnał zmiany, Karol bierze sprawy w swoje nogi i szybko na blat powraca prawilna czwórka z przodu. W tym czasie ja walczę o przywrócenie poprawnego pola widzenia i odruchem wymiotnym.

Czasu na regenerację mam jak zwykle za mało, przede mną do poprowadzenia długa prosta, 3 kilometry segmentu trzymając okolice 340 W. Karol w tym czasie ma luz, chociaż jak zauważyłem jego moje koło nie kręci. On ma luz czy jedzie w cieniu aero czy nie. Dla niego moja walka o życie to zabawa. Dla mnie motywacja i wychodzenie poza granice komfortu, a dla Karola zabawa w kolarstwo i poganinie mnie pejczem.

Wtem znudzony moją jazdą wyprzeda mnie. 43 km/h nuda, prawda? Karol odpala 1 kW mocy i leci sprint chcąc mnie zmotywować do poprawienia końcówki tego interwału. Ale nie ma opcji, ja nie z tej stajni i nie zaspawam tego. Udaje mi się go dogonić dopiero kiedy się nade mną zlitował i jechał z zaciśniętym hamulcem. On się może ze mnie tylko śmiać i mieć dobrą zabawę.

Mój dobry humor nie utrzymuje się zbyt długo, bo tutaj nie ma przerw na litość. Lecimy kolejne zmiany. Karol 400, ja 260 W. Potem na odwrót. No prawie, bo mi pozostały już ochłapy mocy, ale właśnie w tym momencie ten trening ma największy sens. Zmuszamy się do mega wysiłku i dajemy znak organizmowi do koniecznej adaptacji. Dzięki temu poprawiamy moc i prędkość na codzień. Tym bardziej w tak doborowym towarzystwie kogos, kogo szczerze nienawidzicie. W końcu zdycham na ament. Potrzebuję 2 minuty spokoju.

Potem Karol przejmuje prowadzenie i popełniam bardzo bolesny błąd. Próbuje po cichutku podkręcić delikatnie tempo.

Tak trening został zakończony, a ja zostałem zupełnie sam.

Zobacz także:
Jaka jest Twoja reakcja?
Super!
100%
Interesujące
0%
heh...
0%
Że co?
0%
Grrrr!
0%
Smutne
0%